knieja bullet Co szumi w kniejach
Filmy
Ogłoszenia
Forum dyskusyjne
Galerie zdjęć
Tapety
Opowieści z kniei
Kuchnia myśliwska
Kalendarz
Znalezione w sieci
Kynologia
Akty § Prawne
Cz@t
Strona główna
 
 
 
 
 
 
 

Ogłoszenie
login: hasło:
Zapomniałem hasła Zarejestruj się!
     
« Opowiadania łowieckie

Przecież jest pełnia


Siedzę w pracy , dzień jak co dzień , wielki młyn . Jedyna pociecha , że to już piątek i teoretycznie za godzinę kończę pracę . Za oknem wiatr rozgonił chmury , robi się całkiem przyjemna pogoda i naraz przychodzi do głowy ta myśl „przecież jest pełnia” a może by tak do lasu . Udało się , pracę kończę normalnie , odbieram żonkę z pracy , wracamy do domu . Zapada wieczór , oglądam wiadomości , prognoza pogody i oczywiście powraca myśl „przecież jest pełnia” . Zaczyna mnie nosić , chodzę od okna do okna , znowu niebo zachmurzone ale jest nadzieja , księżyc przebija się nieśmiało . Nagle padają słowa mojej żonki „jedź już na to polowanie bo i tak nie zaśniesz”. Nie czekając długo , pięć minut jestem ubrany i gotowy do wyjazdu , w psinę też wstąpił nowy duch . Zabieram sprzęt , pies jest tuż za mną abym czasami go nie zapomniał , jeszcze tylko kolanko i już jedziemy . Szybko jestem w leśniczówce , chwila zastanowienia co wybrać , wpis do książki , nocka moja . Przyjeżdżamy na pole po skoszonej kukurydzy , „łysy” świeci pięknie , kolejna rozterka , ambona czy krzesełko – wybieramy ambonę . Cichuteńko wchodzę z psem , rozkładamy sprzęcik , pies waruje pod nogami , zapowiada się zimna noc , zapada cisza . Po chwili powracają wspomnienia polowań z tatą ile czasu już poluje ze świętym Hubertem , będzie z 12 lat . Moje początki „kariery” łowieckiej jest takie wspomnienie jednego polowania , które zawsze powraca . Ambona ta sama , pole też tylko ściernisko było po pszenicy . Siedzieliśmy razem , była piękna pełnia , nagle na tle lasu pojawiła się wataha 10 szt. praktycznie same przelatki , oceniam odległość z dwieście metrów , wiatr korzystny i szept z boku „podchodzisz ?” , oczywiście . Lornetka w dłoń i „dwudziestka” na plecy , już jestem na ziemi zaczynam podchód . Dziki buchtują , odległość powoli się zmniejsza sto pięćdziesiąt , sto i koniec , otwarte pole , żadnej zasłony czekam , sprawdzam odległość przez lunetę – daleko , ach gdybym miał kulową . Czekam dalej , czas płynie powoli a dziki ruszają dokładnie w przeciwną stronę , nie ma szansy na dalszy podchód . Powolutku wracam pod ścianę lasu , jeszcze trochę poczekam , może wyjdą inne . Nagle za plecami słyszę pękające gałęzie i niespełna czterdzieści metrów od mego stanowiska wychodzą dwie lochy z prosiakami , zaczynają żerować ,małe bawią się w najlepsze . W pewnym momencie jedna kładzie się i zaczyna karmić maluchy , specyficzne mlaskanie i pomruki zadowolenia ze strony „latorośli” sprawiają , że wpadam w świetny nastrój . Adrenalina poszła bardzo wysoko , przeżycie ogromne . Po ok. dwudziestu minutach , koniec „kolacji” i dziki odchodzą powoli w głąb pola . Wracam na ambonę by podzielić się przeżyciami bo bardzo chaotycznej relacji z całego zdarzenia słyszę podsumowanie ze strony ojca : „widzisz polowanie dostarcza tyle emocji i nie zawsze trzeba wracać z trofeum , aby wracać szczęśliwym”. Teraz już rozumiem co miał na myśli , posiedzę jeszcze trochę „przecież jest pełnia .Wiem na pewno , bez względu na efekt , polowanie jest dla mnie odskoczną od codzienności .


BodzioM
autor: BodzioM
Wydrukuj Wydrukuj

 
O nas kontakt Kontakt reklama Reklama strona główna Strona główna
Copyright © 2002 - 2010 knieja.pl.